Kuratorium ośwaity w Poznaniu

Podobne podstrony
 
Widzisz posty znalezione dla hasła: Kuratorium ośwaity w Poznaniu




Temat: Rekolekcje

AKTUALNOŚCI - PISMO W SPRAWIE REKOLEKCJI WIELKOPOSTNYCH
Mazowiecki Kurator Oświaty
Warszawa, AL Jerozolimskie 32

Warszawa, 25 lutego 2009 r

Państwo
Dyrektorzy szkół podstawowych,
gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych
Województwa mazowieckiego
- wszyscy -

Dotyczy: rekolekcji wielkopostnych dla uczniów uczęszczających na lekcje religii

Szanowni Państwo.
- dla dzieci i młodzieży uczęszczającej m lekcje religii w szkole, zbliża się okres rekolekcji wielkopostnych. Uczniowie Ci uzyskują trzy dni zwolnienia z zajęć szkolnych w celu uczestniczenia w rekolekcjach – § 10 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992r w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach (Dz.U. z 1992r Nr 31, póz., 155 ze zmianami)
Cytowany przepis określa, iż pieczę nad uczniami w tym czasie sprawują katecheci.
Jest to bardzo trudne zadanie i ogromna odpowiedzialność.
(i teraz kurator uzupełnia przepis Ministra…)
W związku z powyższym, podobnie jak w latach poprzednich, zwracam się do Państwa Dyrektorów o umożliwienie uczniom udziału w rekolekcjach i włączenie do opieki nad uczniami także innych nauczycieli. Bardzo proszę również o nawiązanie ścisłej współpracy z proboszczami parafii organizującymi rekolekcje dla uczniów Państwa szkół w celu optymalnego wykorzystania czasu przeznaczonego na rekolekcje.
W czasie trwania rekolekcji wszystkim uczniom szkoły należy zapewnić bezpieczeństwo. Zgodnie z art. 39 ust. pkt 5a ustawy z dnia 7 września 1991 r. „o systemie oświaty” Dz.U. z 2004r, Nr 256, poz. 2572 ze zmianami) oraz § 2 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach (Dz.U. z 2003r. Nr 6, poz. 69 dyrektor szkoły zapewnia bezpieczne uczestniczenie w zajęciach organizowanych przez szkołę wszystkim uczniom zarówno w szkole jak i poza szkołą.
Czas ten winien być wykorzystany przez nauczycieli do lepszego poznania swoich wychowanków, budowanie dobrego klimatu, ożywienia norm istniejących w szkole, ustalenia pozytywnych postaw w relacji z innymi, uwrażliwienia na problemy innych, podejmowania trudu i wyrzeczeń dla innych, umożliwienia obserwacji wychowanków, ich zachowań poza szkołą oraz formułowanie ewentualnych uwag i wniosków do modernizacji programu wychowawczego szkoły.
Z wyrazami szacunku
Mazowiecki Kurator Oświaty
mgr inż. Karol Sejmik


(wszystkie wytłuszczenia i podkreślenia w tekście moje).

Chyba panu kuratorowi za dużo posypano łepetę popiołem wielkopostnym bo zdurniał już klęcznikowiec jeden dokumentnie.
Nie dosyć, że poprawia rozporządzenie Ministra to jeszcze wymusza (niedelikatnie) angażowanie innych (poza katechetami) nauczycieli do sprawowania opieki.
Poza tym narusza prawo angażując personel pedagogiczny szkoły do zabezpieczania "imprezy" przez szkołę nie organizowanej. Niech sobie kościelni organizatorzy rekolekcyjnego ogłupiania gawiedzi organizują opiekę we własnym zakresie (mają tabuny zakonników i innych darmozjadów) czyli własnymi siłami.
Chroń nas ich Panie Boże przed takimi magistrami inżynierami w roli kuratorów – do seminarium – tam jego miejsce.
===============
a jak to jest w Lubaniu?






Temat: Misje, misjonarze, rekolekcje

AKTUALNOŚCI - PISMO W SPRAWIE REKOLEKCJI WIELKOPOSTNYCH
Mazowiecki Kurator Oświaty
Warszawa, AL Jerozolimskie 32

Warszawa, 25 lutego 2009 r

Państwo
Dyrektorzy szkół podstawowych,
gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych
Województwa mazowieckiego
- wszyscy -

Dotyczy: rekolekcji wielkopostnych dla uczniów uczęszczających na lekcje religii

Szanowni Państwo.
- dla dzieci i młodzieży uczęszczającej m lekcje religii w szkole, zbliża się okres rekolekcji wielkopostnych. Uczniowie Ci uzyskują trzy dni zwolnienia z zajęć szkolnych w celu uczestniczenia w rekolekcjach – § 10 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992r w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w publicznych przedszkolach i szkołach (Dz.U. z 1992r Nr 31, póz., 155 ze zmianami)
Cytowany przepis określa, iż pieczę nad uczniami w tym czasie sprawują katecheci.
Jest to bardzo trudne zadanie i ogromna odpowiedzialność.
(i teraz kurator uzupełnia przepis Ministra…)
W związku z powyższym, podobnie jak w latach poprzednich, zwracam się do Państwa Dyrektorów o umożliwienie uczniom udziału w rekolekcjach i włączenie do opieki nad uczniami także innych nauczycieli. Bardzo proszę również o nawiązanie ścisłej współpracy z proboszczami parafii organizującymi rekolekcje dla uczniów Państwa szkół w celu optymalnego wykorzystania czasu przeznaczonego na rekolekcje.
W czasie trwania rekolekcji wszystkim uczniom szkoły należy zapewnić bezpieczeństwo. Zgodnie z art. 39 ust. pkt 5a ustawy z dnia 7 września 1991 r. „o systemie oświaty” Dz.U. z 2004r, Nr 256, poz. 2572 ze zmianami) oraz § 2 rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej i Sportu w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach (Dz.U. z 2003r. Nr 6, poz. 69 dyrektor szkoły zapewnia bezpieczne uczestniczenie w zajęciach organizowanych przez szkołę wszystkim uczniom zarówno w szkole jak i poza szkołą.
Czas ten winien być wykorzystany przez nauczycieli do lepszego poznania swoich wychowanków, budowanie dobrego klimatu, ożywienia norm istniejących w szkole, ustalenia pozytywnych postaw w relacji z innymi, uwrażliwienia na problemy innych, podejmowania trudu i wyrzeczeń dla innych, umożliwienia obserwacji wychowanków, ich zachowań poza szkołą oraz formułowanie ewentualnych uwag i wniosków do modernizacji programu wychowawczego szkoły.
Z wyrazami szacunku
Mazowiecki Kurator Oświaty
mgr inż. Karol Sejmik

(wszystkie wytłuszczenia i podkreślenia w tekście moje).
Chyba panu kuratorowi za dużo posypano łepetę popiołem wielkopostnym bo zdurniał już klęcznikowiec jeden dokumentnie.
Nie dosyć, że poprawia rozporządzenie Ministra to jeszcze wymusza (niedelikatnie) angażowanie innych (poza katechetami) nauczycieli do sprawowania opieki.
Poza tym narusza prawo angażując personel pedagogiczny szkoły do zabezpieczania "imprezy" przez szkołę nie organizowanej. Niech sobie kościelni organizatorzy rekolekcyjnego ogłupiania gawiedzi organizują opiekę we własnym zakresie (mają tabuny zakonników i innych darmozjadów) czyli własnymi siłami.
Chroń nas ich Panie Boże przed takimi magistrami inżynierami w roli kuratorów – do seminarium – tam jego miejsce.





Temat: Liceum zamknięte dla niepełnosprawnych
Jeździsz na wózku inwalidzkim? W takim razie o wyborze ogólniaka w Poznaniu możesz sobie jedynie pomarzyć. Spośród kilkudziesięciu liceów tylko nieliczne deklarują gotowość przyjęcia niepełnosprawnego ruchowo ucznia.

Adam Dominów uczy się w drugiej klasie poznańskiego IX LO. Szczęściarz: choć szkoła nie jest przygotowana na przyjęcie niepełnosprawnego ucznia, Adam się do niej dostał i dobrze sobie radzi. - Najistotniejsze jest dla mnie to, że mam wsparcie w kolegach z klasy. Zawsze ktoś jest gotowy do pomocy i nie muszę o nią specjalnie prosić - mówi. Chwali też nauczycieli i dyrekcję: - Mogę korzystać z bocznego wejścia do szkoły, gdzie łatwiej jest mi podjechać. A gdy po lekcjach klasa wychodzi do kina czy teatru, nauczyciele myślą, jak to zorganizować, bym ja także dobrze się czuł.

- Jeśli ktoś chce uczyć się w naszej szkole, niepełnosprawność nie może być żadną przeszkodą - zapewnia dyrektor IX LO Ryszard Mikołajczak. I dodaje: - Każda taka osoba może liczyć na pomoc innych. To ma też swój aspekt wychowawczy - dowodzi.

Niestety nie wszyscy w Poznaniu to dostrzegają.

Kuratorium: to nie my, to miasto

Dziś rusza nabór do szkół średnich w całej Wielkopolsce. Od lat najpopularniejsze są ogólniaki: w 2005 r. spośród 9,5 tys. kandydatów na te szkoły zdecydowało się w Poznaniu 57,4 proc. startujących, w ub. roku było to już 60 proc. najstarszych uczniów gimnazjów. Mogą wybierać w naszym mieście poszczególne klasy w trzech szkołach. Pod warunkiem, że są zdrowi. Gorzej z tymi, którzy poruszają się na wózku inwalidzkim czy o kulach. Poznańskie licea nie są przystosowane do potrzeb niepełnosprawnych. Tylko w dwóch szkołach (publicznym V LO i niepublicznym LO ss. Urszulanek) jest winda.

Ale co stoi na przeszkodzie, by niepełnosprawnym ruchowo uczniom pomagali koledzy? Przygotowując informator o poznańskich ogólniakach, zapytaliśmy szkoły, czy są gotowe przyjąć kandydatów poruszających się na wózkach i o kulach. Spośród 40 liceów aż 30 przyznało, że nie ma takiej możliwości. Oznacza to, że w praktyce wybór szkoły dla uczniów niepełnosprawnych ogranicza się zaledwie do 10 placówek.

Co na to Kuratorium Oświaty? - To nie leży w naszych kompetencjach. Kurator nie może też nic nakazać szkołom, bo przy likwidacji barier architektonicznych potrzebne są pieniądze, którymi nie dysponujemy - mówi Klemens Stróżyński, rzecznik prasowy wielkopolskiego kuratorium. - Sprawami finansowymi zajmuje się miasto, więc tam najlepiej pytać - radzi.

Miasto: nie ma pieniędzy

Co roku Poznań rezerwuje w budżecie środki na remonty szkół. Tylko że - jak mówią dyrektorzy - kwoty są niewspółmiernie małe w stosunku do potrzeb. - Trzeba naprawić schody, wymienić okna, wyremontować toalety, pomalować ściany. Na likwidowanie barier architektonicznych już po prostu nie starcza - wyliczają.

- Szkoła powinna wygospodarować pieniądze z własnych funduszy - przekonuje jednak dyrektor Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Andrzej Tomczak.

- Przystosowanie szkoły dla uczniów niepełnosprawnych trzeba uwzględniać w planach remontów. Ale to zawsze obciąża budżet, bo na likwidację barier architektonicznych nie ma możliwości pozyskania pieniędzy z PFRON albo unijnych środków - mówi Dorota Potejko, pełnomocnik prezydenta ds. osób niepełnosprawnych. - Nawet jeśli zabierzemy się za przystosowanie szkół dla niepełnosprawnych uczniów, będzie to rozłożone na lata, bo brakuje pieniędzy - przyznaje. A po chwili dodaje pocieszająco: - Licea i licealiści zawsze radzili sobie z tym problemem sercem i wolontariatem.

- Zorganizowanie zajęć dla ucznia niepełnosprawnego to przede wszystkim kwestia dobrej woli - podkreśla też dyr. Tomczak. - Nie wyobrażam sobie, by młodego człowieka nie przyjąć do szkoły tylko dlatego, że porusza się na wózku.

A jednak. - W XII LO odradzono mi składanie dokumentów, gdy zapytałam, czy przyjmą ucznia na wózku - mówi pani Katarzyna, mama niepełnosprawnej gimnazjalistki.

za: Gazeta Wyborcza http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,4081096.html



Temat: Łódź...
Dla ponad czterdziestu chłopców z ubogich łódzkich rodzin to miał być miesiąc zabawy i wypoczynku na łonie natury. Ale zamiast chodzić na wycieczki, chłopcy zasypywali rowy. W nielegalnie zorganizowanym obozie panowały dramatyczne warunki. Przerażone dzieci zaalarmowały rodziców, że są bite i głodzone.

Na miesięczną kolonię zorganizowaną przez Ognisko Bożego Pokoju w Suchcicach koło Ostrołęki pojechali chłopcy z ubogich rodzin. Rodzice zapłacili za wakacje dzieci po 100 złotych, resztę sfinansował sponsor.

- Na zebraniu przed wyjazdem była mowa, że nie będą to zwykłe kolonie – mówi Monika Wlazło, matka Kuby i Bartka, braci, którzy pojechali na kolonie. – Dzieciaki będą się musiały nauczyć robić wiele rzeczy same. Nie ma radia, telewizji, komputerów, telefonów. Mają się wyciszyć, uspokoić. Spodobało mi się to i dzieci też to złapały – mamo, jak fajnie.

Szybko okazało się jednak, że na koloniach brakuje nie tylko luksusów. Do rodziców zaczęły nadchodzić wezwania od wystraszonych dzieci.

- Na drugi dzień po wyjeździe odebrałam od syna sygnał, że chce wracać – mówi Magdalena Czajkowska, matka Grzegorza. – Mówił, że jest głodny i że jak nie przyjadę, to on ucieknie.

Rodzice zgłosili sprawę do kuratorium w Łodzi, które przekazało zgłoszenie kuratorium z Ostrołęki, na którego terenie zorganizowano obóz. Placówkę skontrolował także sanepid. Wyniki inspekcji były alarmujące, przekazano je kuratorium.

- Pomieszczenia, w których przebywały dzieci nie spełniały wymogów higieniczno – sanitarnych – mówi Małgorzata Bednarska, Państwowy Inspektor Sanitarny w Ostrołęce. – Personel nie posiadał aktualnych badań medycznych, brak badań jakości wody. Placówka jest niezgłoszona i niezakwalifikowana przez inspektora sanitarnego.

Gdy na miejsce przyjechali reporterzy UWAGI!, okazało się, że teren kolonii faktycznie przypomina plac budowy, nie jest ogrodzony, a dzieci wałęsają się bez opieki wśród porozrzucanych desek. Chłopcy mówili o tym, że musieli pracować przy zasypywaniu dołów, a gdy nie chcieli, odmawiano im posiłków. Mówili także, że w podobny sposób karano ich za odmowę uczestnictwa w mszy świętej. Skarżyli się na brak ciepłej wody w prysznicach, brak zorganizowanych zabaw. Jeden z chłopców mówi o tym, że widział jak jego kolega topił się w kąpielisku, którego nikt nie strzeże.

Niektórzy z chłopców mówią, że nie tylko pracowali na budowie i byli głodzeni, ale także bici. Matka jednego z nich, Andrzeja, widząc siniaki na ciele syna, poszła z nim do lekarza. Z obdukcji lekarskiej wynika, że chłopiec miał siniaki i obtarcia powstałe prawdopodobnie w wyniku bicia. Matki chciały spotkać się z organizatorami wypoczynku. W Ognisku Bożego Pokoju w Łodzi nikogo z nich jednak nie zastały.

Ojciec Eugeniusz Ś. z zakonu pijarów, szef kolonii, twierdzi, że obóz jest dobrze zorganizowany, a wszelkie krytyczne opinie to zwykła nagonka.

- Na przestrzeni kilkunastu lat nie miałem tylu wizyt, co teraz przez 12 dni – mówi o. Eugeniusz Ś. – To zorganizowana akcja, bo dotknęliśmy spraw duchowych.

Kurator z Ostrołęki mimo informacji o tym, co dzieje się w Suchcicach, nie zdecydował się zamknąć kolonii. Tłumaczy, że nie może tego zrobić, bo jest to Ognisko Bożego Pokoju, a nie placówka wypoczynkowa.

- To, co tam się dzieje wystarcza, by zamknąć placówkę, o ile byłaby to placówka wypoczynkowa – mówi Teresa Pawłowska, wizytator z Kuratorium Oświaty w Ostrołęce.

Jednak zapytani o Suchcice pracownicy kuratoriów z Wrocławia i Poznania mówią, że bez wahania zamknęliby taką placówkę, gdyby znajdowała się ona na terenie ich działania.

Tymczasem, gdy kuratorium w Ostrołęce sprawdza przepisy, i zastanawia, czy może czy nie może zająć się nielegalną kolonią, ta wciąż działa, nadal przebywają tam dzieci. Rodzice przyjeżdżają do Suchcic, by zabrać stamtąd swoich synów.

Z informacji, do jakich dotarli reporterzy UWAGI! wynika, że Ognisko Bożego Pokoju w Łodzi jeszcze w lipcu zamierza wysłać do obozu w Suchcicach kolejną grupę dzieci. Tym razem mają to być dziewczęta.



Temat: Roman Giertych

Minister edukacji narodowej, Roman Giertych chce zbudować sieć szkół ze specjalnym nadzorem pedagogicznym, dla uczniów sprawiających kłopoty. Wielkopolscy nauczyciele nie pochwalają tego pomysłu. Uważają, że izolacja nie sprzyja wychowaniu - pisze "Gazeta Poznańska".

Nowe zasady oceny zachowania uczniów, wprowadzone przez Romana Giertycha, budzą kontrowersje wśród dyrektorów szkół i nauczycieli. Zgodnie z rozporządzeniem, dwukrotnie wystawione naganne zachowanie może skutkować brakiem promocji do następnej klasy. I teraz, rada pedagogiczna ma zdecydować, czy uczeń będzie powtarzać klasę, czy nie? – pyta Jan Rybacki, dyrektor Zespołu Szkół Technicznych w Poznaniu. To nie jest taka prosta sprawa. Do każdego ucznia trzeba podejść indywidualnie, zwłaszcza, że należy znać przyczyny jego ,,złego’’ zachowania. A nie oszukujmy się, zwykle chodzi o wagarowanie. – To prawda – potwierdza Lech Sadowski, dyrektor Zespołu Szkół Gimnazjalno-Licealnych w Poznaniu. Dam przykład: jeżeli w zeszłym roku uczeń opuścił dwieście godzin i były one nieusprawiedliwione, a w tym roku – po reprymendzie od dyrektora – wagarował sto godzin, to trzeba docenić jego starania.

Z wagarów do koszar?

O tym, by skierować ucznia do szkoły o szczególnym nadzorze pedagogicznym, decydować będzie: dyrektor szkoły, kurator oświaty, minister edukacji, a w drodze odwoławczej nawet sąd administracyjny. Miejsce w nich przeznaczono dla uczniów, którzy m.in. z powodu wykazywanej przez nich agresji i drastycznego łamania dyscypliny, negatywnie wpływają na środowisko szkolne i utrudniają życie rówieśnikom. Na podstawie nowego systemu oceniania społecznych postaw ucznia, w ciągu najbliższych dwóch lat można będzie określić, jak duża powinna być sieć szkół ze specjalnym nadzorem pedagogicznym, w których chcemy wprowadzić wojskowy dryl – wyjaśnia minister Giertych.

Nie można izolować

To bardzo wygodny pomysł, zwłaszcza dla lepszych uczniów – dodaje Lech Sadowski. Tylko trzeba pamiętać, że tych jest więcej. A co z tą gorszą mniejszością? Przecież nie będziemy tworzyć getta? – Do tego to się sprowadza – twierdzi Ryszard Pyssa, dyr. poznańskiego Zespołu Szkół Komunikacji. Nie akceptuję takiego rozwiązania. Nie można trudnej młodzieży izolować i sądzić, że jej skoszarowanie pomoże w resocjalizacji. Moim zdaniem, tylko ją pogłębi. Potwierdza to prof. Anna Michalska, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu: Skoszarowane grupy dzieci i młodzieży w szkołach, internatach, czy domach dziecka stosują przemoc. Dlaczego? Bo silniejsi i starsi wyładowują swoją agresję na młodszych – wyjaśnia socjolog. Często spowodowane jest to potrzebą uznania przez środowisko, chęcią zaimponowania innym, zaznaczenia swojej siły, przewagi czy obecności.

Mundurek dyscyplinuje

Dyscyplina to podstawa – śmieje się Lech Sadowski, ale nie chce zdradzić swojego patentu na porządek w szkole. Jak idę korytarzem, to widzę, że uczniowie trochę się boją. Może przez to groźne spojrzenie? – Mam lepszy sposób – przekomarza się Ryszard Pyssa. – Mundurki. To dobra forma dyscypliny. W mojej szkole się przyjęły. Uczniowie je sobie chwalą i rodzice też. Na początku byłem zdziwiony faktem obowiązkowego wkładania mundurka, ale z czasem zdążyłem się przyzwyczaić. Co więcej, pomysł uważam za ciekawy i uczniowie pozostałych szkół również powinni ubierać się w mundurki. Skoro my, to dlaczego nie oni? – mówi Adam Włodarczyk, uczeń Zespołu Szkół Komunikacji. A mówiąc serio, dzięki temu można uniknąć rewii mody i naśmiewania się, że ktoś przyszedł gorzej ubrany. - No właśnie – dodaje dyrektor Pyssa. Za brak mundurka są upomnienia: pierwsze ustne, drugie pisemne, a potem już kara. - Dla uczniów sprawiających kłopoty należałoby zatrudnić nauczycieli i pedagogów, odpowiednio przygotowanych do pracy z trudną młodzieżą – wyjaśnia Andrzej Tomczak, dyrektor Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Poznania. Trzeba ułożyć specjalny program wychowawczy, opierający się na zasadach resocjalizacji. A to wszystko kosztuje i to setki tysięcy złotych. Nie mówiąc o oddzielnym budynku.

Katarzyna Sklepik


www.wp.pl

Kolejny 'genialny' pomysł. Jak już chyba ktoś wspomniał w tym artykule: to kupa kasy na utrzymanie takiej 'szkoły' i nauczycieli.Poza tym..albo byłoby tak,że w jednym roku byłoby 10 uczniów na cały budynek..albo zaczeto by się czepiać najmniejszych szczegółów i co 5 z nas lądował by w 'czyms takim'.Poza tym..Jezu!Co się dzieje z tym państwem?!



Temat: VII Ogólnopolski Zlot Szkół
VII Ogólnopolski Zlot Szkół noszących imiona bohaterów Powstania Wielkopolskiego 1918/1919 – 20 –21 września 2008 roku we Wrześni

Możliwość nadawania imion powstańczych zaistniała po 1956 roku. Wśród pierwszych szkół, które przyjęły imię Powstańców Wielkopolskich 1918/1919 były szkoły podstawowe: w Zieleniu k. Trzemeszna (1956), nr 4 w Gnieźnie (1959), nr 8 w Lesznie (1959), Liceum Ogólnokształcące w Wągrowcu (1960), nr 75 w Poznaniu (1961), Kcyni, Osiecznej k. Leszna (1962), Wilkowyi k. Jarocina (1962), nr 2 w Puszczykowie (1964).

Szkoły, noszące imię naszych patronów, tworzą od 1978 roku Ogólnopolską Rodzinę Szkół im. Powstańców Wielkopolskich, stanowiącą klub wspólnego patrona. Początkowo „rodzina szkół" skupiała się przy ZBoWiD-zie, a od 1990 roku skupiona jest przy Zarządzie Głównym Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918/1919.
Towarzystwo Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918/1919wspiera te szkoły materiałami i wydawnictwami dotyczącymi powstania, a także organizuje spotkania służące wymianie doświadczeń w pracy wychowawczej wokół patrona szkoły. Inspiruje je również do tworzenia programów wychowawczych, nawiązujących do postaci patrona. W ramach programu wychowawczego, szkoły imienia powstańców wielkopolskich, urządzają wieczornice, na które zapraszają rodziców i osoby rodzinnie powiązane z powstańcami wielkopolskimi, organizują wycieczki do miejsc walk powstańczych oraz na groby uczestników powstania. Nauczyciele, wraz z uczniami, zbierają pamiątki i dokumenty z tego okresu. Trudne zapewne do przecenienia są materiały, eksponaty, fotografie oraz nagrania audio i video mówiące o Powstaniu Wielkopolskim, a zebrane w szkołach. Wiele pamiątek pozostających w rękach członków „rodziny szkół powstańczych", eksponowanych jest na honorowym miejscu oraz w szkolnych izbach pamięci narodowej.
Dorobkiem,, rodziny szkół" mających wspólnego patrona, są wzajemne odwiedziny delegacji szkolnych, a nade wszystko ogólnopolskie zloty szkół i jednostek harcerskich noszących imię powstańców wielkopolskich. Do tej pory odbyło się sześć ogólnopolskich zlotów „rodziny szkół": Kalisz 1978, Poznań 1988. Poznań 1994, Warszawa 1998, Poznań 2003, Gniezno 2004.
VII Zlot szkół odbędzie się we Wrześni (2008) .
Historia ogólnopolskich zlotów delegacji szkół i drużyn harcerskich, noszących imię bohaterów Powstania Wielkopolskiego, zaczęła się w Kaliszu w dniach 27 - 29 grudnia 1978 roku. Gospodarzem pierwszego zlotu, który odbył się pod hasłem Jesteśmy dumni ze" swoich patronów", była Szkoła Podstawowa nr 16 im. Powstańców Wielkopolskich. Pomocy w zorganizowaniu spotkania udzieliły zarząd ZBoWiD oraz kuratorium oświaty. Podczas zlotu w Kaliszu zawiązała się „Ogólnopolska Rodzina Szkół imienia Powstańców Wielkopolskich".




Temat: Pełzająca wojenka o szkolne mundurki
.

Pełzająca wojenka o szkolne mundurki

Katarzyna Michalak

2007-10-02, ostatnia aktualizacja 2007-10-03 09:42:38.0

Zapomniałeś o mundurku?

W dyrektorskim gabinecie czeka na ciebie

specjalna odblaskowa kamizelka

- to pomysł jednej z poznańskich szkół.

Ale uczniowie też toczą cichą wojnę przeciw mundurkom.

Po miesiącu od rozpoczęcia roku szkolnego

w ok. 45 proc. szkół podstawowych

i 60 proc. gimnazjów w Wielkopolsce

uczniowie nie mają jeszcze mundurków.

Tak wynika z danych Kuratorium Oświaty.

Główny powód: zakłady krawieckie nie zdążyły jeszcze dostarczyć do szkół wszystkich zamówionych rozmiarów. - W co dziesiątej szkole opóźnienie wynika z problemów finansowych części rodziców, nie wszyscy bowiem mogli liczyć na dofinansowanie z budżetu państwa - mówi Barbara Zatorska, dyrektor Wydziału Strategii Nadzoru Pedagogicznego w kuratorium. - W ok. trzech procentach szkół dyrektorzy spotykają się z niechęcią do jednolitych strojów ze strony rodziców bądź samych uczniów - przyznaje.Kamizelka czeka Choć mundurki są obowiązkowe od ledwie miesiąca, po Poznaniu już krążą legendy o tym, co można zrobić, by ten strój do siebie dopasować. Uczniowie Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 5 na piątkowskim os. Władysława Łokietka wspominają m.in. chłopaka, który do kamizelki doszył zamek, a plecy ozdobił naszywką. Dyrektor szkoły Jolanta Zielińska-Wachowiak słyszała z kolei o uczennicy, która rozcięła mundurek, żeby powiększyć dekolt. Zapowiada wprost: - Uczniowie, którzy zniszczą swoje mundurki, będą zobowiązani do kupienia nowych.Skoro mundurka nie można w żaden sposób oswoić, może wystarczy go po prostu zapomnieć? - Jeśli uczeń nie ma na sobie mundurka, dostaje zastępczy: odblaskową kamizelkę - dyrektor Zielińska-Wachowiak rozwiewa wątpliwości. Podkreśla jednak, że dotychczas nikt jeszcze nie musiał zakładać odblaskowej wersji mundurka.Niektórzy próbują ukryć mundurkową kamizelkę pod kurtką lub bluzą. - Nie lubię jej, dlatego cały czas chodzę w bluzie, którą zakładam na mundurek, nawet gdy jest ciepło. Jak nauczyciele zwracają mi uwagę, mówię, że po prostu mi zimno - mówi Mateusz z liceum (bo w ZSO nr 5 na jednolity szkolny strój załapali się też licealiści). - Nie lubię naszych kamizelek, bo są podszyte nylonem. Wszyscy się strasznie pocą, a w mundurkach trzeba chodzić bez względu na pogodę - żali się Emilia, też z liceum.Koniec rewii mody? Zespół Szkół Łączności przy ul. Przełajowej. Uczniowie chodzą w granatowych koszulkach polo. Kiedy jest zimno, zakładają polary. - Mundurkowa rewolucja przebiega u nas w miarę spokojnie - mówi wicedyrektor szkoły Maria Rybicka. Ale sama obserwuje, że uczniowie starają się na co dzień wyróżniać strojem. - Noszą korale, ozdoby, chusty, kolorowe sznurowadła do "glanów". Zdarza się, że farbują włosy - wylicza Rybicka.Uczniowie Gimnazjum Dwujęzycznego im. Karola Marcinkowskiego mają do wyboru granatowe i błękitne swetry, koszulki polo i kamizelki z polaru. Wszystko z logo szkoły. - Na razie żadnych sankcji za brak mundurka nie przewidujemy. Tym bardziej że staraliśmy się wybierać stroje wygodne i ładne, podobne do tych, jakie nasi uczniowie już nosili - mówi dyr. szkoły Alina Chojnacka. Co na to sami uczniowie? - Mundurki są faktycznie ładne, dobrze wykonane, wygodne, a wśród gimnazjalistów nie ma pokazów mody, co innego u licealistów - wylicza zalety jednolitych strojów Natalia z I klasy gimnazjum. Innego zdania jest Mateusz z II klasy: - Mundurki są drogie i nic nie dały, bo nie są kompletne. Po uczniach i tak widać, że jednych stać na lepsze, innych na gorsze ubrania. Jeśli już - to stroje powinny być ze spodniami.A media nie wspierają... Czy dyrektorom szkół, gdzie nie zostały jeszcze wprowadzone mundurki, grożą jakieś sankcje? - Nie. W sytuacjach trudnych będziemy ich wspierać. Tam, gdzie rodzice czy uczniowie są przeciwni jednolitym strojom, zamierzamy organizować w szkołach spotkania z nimi, ukazując pozytywny aspekt wychowawczy tej idei - mówi Barbara Zatorska z kuratorium i dodaje, że dyrektorom życie utrudnia brak wsparcia mediów: - Ciągłe pokazywanie narzekających na stroje uczniów nie pomaga w pracy wychowawczej - tłumaczy.

katarzyna.michalak@poznan.agora.pl

Współpraca: Martyna Zastrożna Katarzyna Michalak

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA




Temat: Przegląd prasy - ADHD
Wolontariusz w szkolnej ławce

Katarzyna Piotrowiak 25-11-2005 , ostatnia aktualizacja 25-11-2005 20:40

Katowickie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom z ADHD "Niezwykłe Dzieci" wprowadza pilotażowo wolontariuszy do szkół, w których uczą się dzieci z problemami. Projekt sprawdził się w Warszawie i Poznaniu. Na Śląsku nie obyło się jednak bez problemów

Projekt jest skierowany do szkół, w których uczą się dzieci z nadpobudliwością psychoruchową połączoną z zaburzeniami koncentracji. Wolontariuszami zostają zwykle studenci psychologii, socjologii lub pedagogiki, którzy np. piszą pracę magisterską na temat różnego rodzaju dysfunkcji. Ich praca polega na siedzeniu w ławce z uczniem i mobilizowaniu go do słuchania lekcji. - Wolontariusz nie wtrąca się do tego, co robi nauczyciel, tylko obserwuje ucznia i mówi: "Jasiu, otwórz książkę", "Zapisz zdanie", "Wyciągnij plastelinę" - mówi Anita GĂźrtler ze Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z ADHD w Poznaniu.

Jedną z pierwszych osób, które zakwalifikowały się do programu, jest 23-letnia Magda Łabuś z Katowic. Ma już praktykę. Trzy lata zajmowała się edukacją i pomocą w wychowaniu trójki dzieci z ADHD w domu. Jej wiedza i doświadczenie znacznie przewyższają znajomość tematu wśród nauczycieli. - Uważam, że taki nadzór na lekcjach jest potrzebny. Dziecko dodatkowo motywuje się wtedy do słuchania na lekcji. Korzysta na tym nauczyciel, który może prowadzić lekcję bez zakłóceń. To się sprawdziło w Stanach Zjednoczonych i w wielu krajach europejskich, gdzie szkoły zabiegają wręcz o taką pomoc - mówi wolontariuszka.

Chłopiec, którym zajmuje się Łabuś, uczy się w Szkole Podstawowej nr 9 w Katowicach. - Syn nie nadąża z odrabianiem lekcji. Kiedy on się biedzi nad jednym zadaniem, reszta ma już kilka z nich za sobą - mówi matka chłopca.

Dyrektorka szkoły nie widzi problemu, żeby wpuszczać wolontariuszkę na lekcje. - Dzieci z ADHD wymagają dużo uwagi i poświęcenia, a wolontariusz może nam w tym bardzo pomóc - wyjaśnia Iwona Powęska, dyrektorka podstawówki.

Niestety, nie wszystkie szkoły są skłonne skorzystać z takiej pomocy. Niektóre decydują się dopiero po interwencjach, inne unikają odpowiedzi. Wolontariuszka jednej ze szkół w Tychach (prosi o niepodawanie nazwy szkoły) ma kłopoty. Boi się, że z jej udziału w lekcji nic nie wyniknie i dziecko pozostanie bez pomocy. - W szkole nie powiedzieli wprost "nie", ale zwlekają z podjęciem decyzji. Od dwóch tygodni nic nie wiadomo w tej sprawie - mówi matka chłopca.

GĂźrtler jest zdziwiona taką postawą, bo w Poznaniu i Warszawie, gdzie projekt został wdrożony kilka lat temu, obyło się bez zgrzytów. - Sądzę, że odmowa jest obawą, że wolontariusz zauważy pewne niedociągnięcia w szkole - uważa GĂźrtler.

Szkoły jednak tłumaczą, że decyzje powinny podjąć Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna oraz Śląskie Kuratorium Oświaty. Grzegorz Raczek, dyrektor wydziału strategii i analiz ŚKO, tłumaczy, że decyzja o przyjęciu wolontariusza do szkoły zależy wyłącznie od jej dyrektora. - My tutaj nie mamy nic do gadania - mówi.

Halina Kantor, przewodnicząca katowickiego Stowarzyszenia "Niezwykłe Dzieci", będzie interweniowała w tej sprawie.

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3034670.html



Temat: Kłopoty bacówki na Krawców Wierchu

Kończąc nieco przydługi tekst, apeluję do działaczy turystycznych o opamiętanie się i lobbowanie (czytaj działanie) na rzecz przywrócenia w polskiej turystyce normalności. A zarobić zawsze można w inny, bardziej cywilizowany sposób. Jasne?!

Doskonałą ilustracją, uzupełniającą Twoją wypowiedź jest prezentowane poniżej pismo - jedno z wielu podobnych, jakie Kuratoria Oświaty i Wychowania adresują do nauczycieli i wychowawców.



żródło: http://www.kuratorium.opo...czkach_2003.doc

Jeżeli w taki sposób "zachęca się" pedagogów do społecznej pracy z młodzieżą i krzewienia turystyki oraz zdrowych form wypoczynku, to nie nie dziwmy się, że turystyka wędrówkowa młodzieży w polskich górach górach jest w stadium niemal całkowitego zaniku.

Pytam się: Jak to jest możliwe, że PTTK, które jest właścicielem większości schronisk górskich, nie może z nich w pełni legalnie korzystać, bo dla grupy zmierzającej do takiego schroniska trzeba wynająć przewodnika? A może by tak oddać sprawę do Strasburga lub jakiejś innej instytucji międzynarodowej?

Działacze społeczni np. z Wielkopolskiego Klubu Przodowników Turystyki Górskiej PTTK, od kilku już dobrych lat organizują imprezy w Czechach. Gdyby nie było tego "szlabanu" byśmy robili to w Polsce. I nie tylko my, ale wiele innych kół, klubów, szkolnych kół turystycznych, które by korzystały z górskich schronisk PTTK. A tak od czasu wprowadzenia wspomnianego przepisu wycofały się one z organizowania takich grup wędrownych, które kiedyś wypełniały PTTK-owskie schroniska górskie wieczornym śpiewem przy akompaniamencie gitary, rozmowami o przygodach na trasie i wesołym gwarem przy śniadaniu w jadalni...

Pytanie: Komu to przeszkadzało? Oczywiście rzeszom dawnych działaczy wydających pozwolenia dla przewodników i pilotów wycieczek zagranicznych, których główną kwalifikacją była deklaracja współpracy z SB, a którzy zostali nagle odstawieni od koryta. I tak przy okazji ustalania zabezpieczeń finansowych biur i kategoryzacji hoteli, udało się im tylnymi drzwiami przemycić do ustawy cały pokomunistyczny bagaż kretyńskich regulacji dot. przewodnictwa turystycznego.

Cały nasz cyrk z państwowymi uprawnieniami przewodnickimi, ścisłą regionalizacją, reglamentacją obszarów uprawnień, tysiącem metrów n.p.m. gdzie wynajęcie przewodnika rzekomo daje gwarancję bezpieczeństwa itp., to specyficznie polskie kuriozum nie mające precedensu w żadnym normalnym kraju, pozostałość jakiegoś dziwnego konglomeratu przedwojennych tradycji turystyczno-społecznikowskich, warunków geograficznych (duży kraj + małe góry) z (przeważającą) mentalnością państwa totalitarnego - kontroli wszystkiego i wszystkich.

Jeśli zanikły obozy wędrowne, to gdzie młodzi ludzie mają złapać "bakcyla" górskiej turystyki wędrownej? Na typowych hałaśliwych wycieczkach szkolnych - "tramwajach" z przewodnikiem, gdzie przewodnik "odbębni" swoje, powie "do widzenia" i tyle go będą oglądać? Acha, no jeszcze mały szczegół: skasuje swoją dolę za prowadzenie wycieczki.

Co mamy w zamian? Ano to, że działacze społeczni przecież już nie mają prawa prowadzić w górach, dzielić się za darmo swoją wiedzą i doświadczeniem górskim i wychowywać przyszłych miłośników prawdziwych górskich wędrówek. No i nie wychowuje teraz nikt (może za wyjątkiem nielicznych zapaleńców, których można chyba policzyć na palcach jednej ręki). Całą resztę wychowuje ulica, tworzą się agersywne subkultury pseudokibiców, młodzieżowe gangi przestępcze lubujące się w przemocy czy grupy narkomanów, ulegają po prostu patologii. Skoro brakuje pozytywnych wzorców, to skąd więc mają się brać choćby też ci indywidualni?

Pozdrawiam

Lech z Poznania



Temat: Potrójny Jubileusz

Szkoły i placówki

województwa opolskiego

Kuratorium Oświaty w Opolu przypomina wszystkim organizatorom wycieczek szkolnych o obowiązującym Rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 6 maja 1997 r. w sprawie określenia warunków bezpieczeństwa osób przebywających w górach, pływających, kąpiących się i uprawiających sporty wodne (Dz.U. z 1997 r. Nr 57, poz. 358). Prosimy o zwrócenie uwagi na "Szczegółowe zasady organizacji wycieczek oraz zbiorowych imprez turystycznych i sportowych" stanowiące załącznik Nr 3 powyższego zarządzenia,
a przede wszystkim na § 3.1:

§ 3.1 Wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich, leżących na obszarach parków narodowych i rezerwatów przyrody oraz leżących powyżej 1000 m n.p.m., mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni.

Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o usługach turystycznych (Dz.U. z 1997 r. Nr 133, poz. 884) Rozdział 4
Przewodnicy turystyczni i piloci wycieczek.

Ar. 20.1. Przewodnikiem turystycznym lub pilotem wycieczek może być osoba, która posiada uprawnienia określone ustawą.

Ustawa z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń

art. 60 § 4. Kto wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

źródło => http://www.kuratorium.opole.pl/dat/wypoczynek/w_spr_bezp_na_wycieczkach_2003.doc

Zacytowane wyżej przepisy sprawiły, że albo się przewodnika bierze, albo w takie miejsca nie idzie czyli po prostu rezygnuje z imprezy lub robi to nielegalnie uprawiając "partyzantkę turystyczną". Przecież żaden organizator nie będzie kluczył po polskich górach omijając najciekawsze miejsca i nadkładając dziesiątki kilometrów aby ominąć owe 1000 m n.p.m, parki i rezerwaty przyrody przez które prowadzą wyznakowane szlaki turystyczne.

W Polsce tworzy się chore prawo, które rzekomo ma sprawy porządkować, ale je komplikuje. Zabija się w ten sposób swobodną turystykę, którą dało się uprawiać nawet za czasów głębokiej komuny. Dzisiaj nasi wychowawcy jak ś.p. Aleksander Glaza i Franciszek Banasiewicz, a nawet Karol Wojtyła prowadzący grupy młodzieżowe w góry byliby przez takie prawo uznani za przestępców! Wszak chodzili sami, bez przewodników...

Niestety doczekaliśmy się czasów kiedy młodzież - zamiast pojechać z wychowcą w góry - wystawa sobie pod bramami w miastach i sama znajduje sobie różne, delikatnie mówiąc, niezbyt godne naśladowania sposoby na rekreację ruchową...

W dzisiejszych czasach spadek dochodów na głowę rodziny to mniejsza liczba turystów w polskich górach (góry w Polsce to nie tylko Tatry, które stanowią zaledwie ich niewielki skrawek!), zwłaszcza młodzieży szkolnej i mniejsze obłożenie schronisk górskich, które przez to podupadają. I to widać szczególnie w mniej popularnych pasmach polskich gór, m.in. w wielu regionach Sudetów, gdzie są obecnie pustki i zarastają szlaki, na których kiedyś można było spotkać obozy młodzieżowe i innych wędrujących turystów plecakowych. W sytuacji ubożenia społeczeństwa narzucanie przez państwo aż tak przesadnych ograniczeń jest po prostu nonsensem do kwadratu!!!

Zosia i Lech z Poznania





Temat: kolejny obcy prezydentem Warszawy :(
Witam,


Właśnie w TV padło takie smutne zdanie, ze aby być prezydentem Warszawy
Kazio
Marcinkiewicz nie musi nawet zmieniać adresu, bo kandydat nie musi być
Warszawiakiem.


I to jest smutne a wręcz tragiczne.


To by sugerowało, że mimo, podobno 14 lat mieszkania w naszym
mieście, jest nadal zameldowany w Gorzowie Wlkp.


A co ten pan robił tyle lat w Warszawie?
Bo jakoś kojarzę tego pana od niedawna.
... no mam prawo :)

Ze strony http://www.kprm.gov.pl/21.htm
Urodził się 20 grudnia 1959 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Absolwent
Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego oraz studiów
podyplomowych z zakresu administracji na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w
Poznaniu.

Przez wiele lat pracował jako nauczyciel. W latach 1983-90 był członkiem
NSZZ "Solidarność", redagował i wydawał drugoobiegowe pismo oświaty
niezależnej "Pokolenie" oraz był współzałożycielem, redaktorem i wydawcą
katolickiego tygodnika "Aspekty". W latach 1990-1992 był kuratorem w
Kuratorium Oświaty w Gorzowie Wlkp. W 1992 roku został wiceministrem
edukacji narodowej w rządzie Hanny Suchockiej. W latach 1993-1995 pracował
jako konsultant i wicedyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Metodycznego w
Gorzowie.

Od 1989 roku był członkiem-założycielem Zjednoczenia
Chrześcijańsko-Narodowego. Od 1994 - był członkiem Zarządu Głównego ZChN i
szefem Zarządu Regionu w Gorzowie Wielkopolskim. Był posłem III kadencji z
ramienia AWS-ZChN i pełnił funkcję wiceprzewodniczącego sejmowej Komisji
Edukacji, Nauki i Młodzieży, a także wiceszefa Komisji Nadzwyczajnej,
przygotowującej zmiany prawne związane z reformą administracji. W latach
1999-2000 był szefem gabinetu politycznego premiera Jerzego Buzka.

W lutym 2001 roku Marcinkiewicz zrezygnował z członkostwa w ZChN i założył
Przymierze Prawicy, które szybko połączyło się z nową partią braci
Kaczyńskich. W lipcu tego samego roku został szefem Klubu Parlamentarnego
Prawo i Sprawiedliwość. Był posłem na Sejm RP IV kadencji i jednocześnie
szefem sejmowej komisji Skarbu Państwa. Wcześniej był wiceprzewodniczącym
Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, uczestniczył też w pracach Komisji
Finansów Publicznych oraz kilku podkomisji. W 2003 roku Marcinkiewicz
otrzymał tytuł Cyberpolityka 2003, nagrodę przyznawaną postaciom polskiej
sceny politycznej szczególnie zasłużonym w dziedzinie społeczeństwa
informacyjnego.

Koniec cytatu http://www.kprm.gov.pl/21.htm

Będąc posłem III kadencji rozpoczął posłowanie w 1997.
To 9 lat.

Jeszcze 5.
Od 1994 - był członkiem Zarządu Głównego ZChN i szefem Zarządu Regionu w
Gorzowie Wielkopolskim.
No to tak naprawdę gdzie?
To zresztą dwanaście lat.

Czyli siedzi tu od 1992 roku?
Być może.
Ale z meldunkiem warszawskim, to tak nie za olaboga?


Z tego wynikają mi 2 kwestie :
1. KM okrada Warszawę płacąc podatki w Gorzowie a korzystając z budżetu
naszego
miasta


Być może.


2. przydałoby się wprowadzić minimalny czas zamieszkania w danym mieści, i
nie
mówię tu tylko o Warszawie, aby móc kandydowac na radnego czy, a
zwłaszcza, na
prezydenta miasta.


Czternastoletni "warszawiak", zajmujący się wszystkim tylko nie Warszawą,
nie jest w stanie poświęcić Jej serca.
Mam na prawdę dosyć traktowania tego miejsca pracy jak nagrodę za
posłuszeństwo.

Prezydent Warszawy powinien być tu urodzonym i wychowanym.

Powinien znać to miasto i mieć szacunek i do miasta i do mieszkańców.
Czy to rodowitych, rdzennych czy flancowanych.
Powinien kochać to miasto jak kochał je Starzyński.
Jak kocha Wyganowski, za którym urzędnicy poszliby wszędzie.
Dla którego ważne jest miasto a nie zaszczyty i żądza władzy.

Oczywiście w historii warszawskich prezydentów mieliśmy sporo takich, że
uchroń Boże.
Ale czy musimy mieć ciągle?

Czy to skrzykiwane w jakimś czasie partie mają nam ich narzucać ?

Chciałoby się po kozacku krzyknąć.....





Temat: nauczanie indywidualne
Ktoś mnie prosił, żebym odnalazła ten artykuł, udało się jest

Polskie szkoły nie chcą uczniów z chorobą ADHD • Dzieci z zespołem nadpobudliwości są nie tylko krnąbrne, ale i ponadprzeciętnie zdolne

Wychowanie przez wykluczenie

Dwunastoletni Tomek uczy się w domu, bo w szkole nauczyciele nie radzili sobie z jego zachowaniem, spowodowanym chorobą ADHD. W Polsce dzieci takich jak Tomek są tysiące. Nauczyciele i rodzice innych uczniów nie są przygotowani, żeby przyjmować do szkół dzieci z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej.

Dziecko z ADHD nie umie się podporządkować, nie przestrzega zakazów. Nauczyciele często nie potrafią odróżnić dziecka chorego na ADHD od zwykłego chuligana. Specjaliści szacują, że "adehadowcy" stanowią 4 - 7 proc. uczniów. To nie tylko dzieci krnąbrne i nadpobudliwe, ale i ponadprzeciętnie uzdolnione.
Uwięziony w domu

Tomek Orłowski zaczął chodzić, kiedy miał 11 miesięcy. Rzucał, czym popadło, powtarzał zasłyszane przekleństwa. Szybko nauczył się czytać. - Elektroencefalografia mózgu wykazała, że Tomek ma ADHD - opowiada jego matka Monika Orłowska.

Zapisała syna do szkoły integracyjnej w Krakowie. Przedstawiła orzeczenie lekarskie, poinformowała nauczycieli o chorobie i jej objawach.

- Pożyczałam nauczycielom książki o chorobie, tłumaczyłam, jak postępować, ale i tak syn był traktowany przez nich jak uciążliwy chuligan. Był karany i strofowany, a mnie oskarżano, że nie umiem go wychować - opowiada. Tomek nie radził sobie z otoczeniem. Upust agresji dawał w domu.

- Dyrekcja szkoły postawiła mnie pod murem. Wiedziałam: albo zabiorę dziecko, albo je skrzywdzą. Nauczyciele nie dostrzegali, że zdrowe dzieci podpuszczają Tomka do złych zachowań. Że stał się klasowym pajacem - mówi matka. Zabrała Tomka ze szkoły. Teraz chłopiec jest w szóstej klasie, uczy się indywidualnie w domu. - Mógł uczyć się z innymi. Szkoła jednak woli pozbywać się dzieci z ADHD. Twierdzi, że są zbyt trudne - mówi Orłowska.
Krótka historia "adehadowca"

Paweł z Krakowa ma dziś 21 lat i jak przyznaje, z trudem odrabia stracony czas. Nieleczone ADHD zrujnowało mu życie. Był jednym z czworga rodzeństwa. Lekarze wcześnie rozpoznali chorobę, ale nie dostał odpowiedniego wsparcia w domu. - Na lekcjach chodziłem po klasie, wtrącałem się do rozmowy, gubiłem książki, zapominałem odrobić zadanie. Gdy dzieci mnie zaczepiały, biłem je. Nauczyciele zarzucali mi czyny, których nie popełniłem. Krzyczałem, uciekałem ze szkoły. Byłem niewygodnym uczniem - opowiada.

Dziesięcioletni Paweł trafił na komisariat policji, oskarżony o pobicie kolegi. Umieszczono go w domu dziecka, by - jak usłyszał - nauczył się zachowań społecznych.

Zaczęły się ucieczki. Paweł trafił do pogotowia opiekuńczego, potem do poprawczaka. W końcu wylądował w więzieniu w Tarnowie. Po dwóch i pół roku wrócił do Krakowa. Miał depresję. Chęć do życia przywróciło mu spotkanie z Tomkiem Orłowskim i jego matką, która od kilku lat z innymi rodzicami "adehadowców" walczy o upowszechnienie w Polsce wiedzy o chorobie i taki system edukacji, który pozwoli chorym dzieciom uczyć się w szkole. - Poznałem psychologów, rodziców dzieci z ADHD. Postanowiłem walczyć o takich jak ja - mówi Paweł.

Zdaniem Moniki Orłowskiej trzeba organizować szkolenia dla nauczycieli i włączać kuratoria w problemy uczniów z ADHD: - Wielu rodziców takich dzieci gubi się, nie rozpoznaje choroby, ojcowie reagują agresją. A zaniedbane, pozostawione sobie dzieci kończą w więzieniach. ADHD mija z osiągnięciem dojrzałości, ale dla wielu jest już za późno na ratunek.
Iwona Trusewicz

Anita Gurtler - wiceprezes Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom z ADHD w Poznaniu: Poziom wiedzy nauczycieli o ADHD jest żenująco niski. Nasze stowarzyszenie organizuje w szkołach kursy, ale nie przekładają się one na odpowiednie traktowanie tych dzieci. Także rodzice tzw. dzieci zdrowych traktują "adehadowców" jak chuliganów. Niedawno pedagog szkolna w jednej z podstawówek w Gnieźnie chciała przenieść chłopca z ADHD do innej klasy. Na szczęście rodzice zdrowych dzieci z tej klasy się nie zgodzili.

Dr Anita Bryńska, psychiatra dziecięcy z Warszawy: - Dzieci z ADHD charakteryzuje nadmierna ruchliwość, nadpobudliwość i impulsywność, czyli cechy, które najbardziej przeszkadzają nauczycielom w prowadzeniu lekcji. A wystarczy, by dziecku z ADHD nauczyciel pozwolił kilka razy wstać z ławki, powtórzył polecenia czy rozdzielił zadanie na etapy, by przestało być uciążliwe. Niestety, taka praca jest żmudna i niewielu nauczycieli ma do tego cierpliwość.

Wiesława Nowak-Michałowska, wizytator z Kuratorium Oświaty w Olsztynie: - Dzieci z ADHD muszą uczyć się w szkołach powszechnych, bo na tym polega proces ich uspołecznienia. Problemem nie jest brak wiedzy u nauczycieli, bo dla nich organizujemy szkolenia, ale nieakceptowanie "adehadowców" przez rodziców innych dzieci.



Temat: plac zamkowy wawa
Dnia pięknego 2007-01-02 o 18:14:24 osobnik zwany p47 wystukał:


Cóż, na pewno lepiej na tym się zna (sprawdź, z czego ma doktorat!)


sprawdzam i wychodzi mi, że z niczego nie ma. Poniżej jego życiorys z jego
własnej strony w którym nie ma nic o doktoracie i informacja z Wikipedii, gdzie
mówi się o rozpoczęciu studiów doktoranckich. to co ma taki doktorat jak
kwaśniewski magistra :)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Marcinkiewicz
<cytat
Rozpoczął studia doktoranckie na Wydziale Nauk Ekonomicznych i Zarządzania
Uniwersytetu Szczecińskiego pod kierunkiem prof. Teresy Lubińskiej
</cytat

http://marcinkiewicz.waw.pl/?pg=zyciorys
<cytat
Kazimierz Marcinkiewicz

Od 20 lipca b.r. pełni funkcję prezydenta m. st. Warszawy.

W okresie: październik 2005 - lipiec 2006 Prezes Rady Ministrów. Urodził się 20
grudnia 1959 roku w Gorzowie Wielkopolskim. Ukończył studia fizyczne na
Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego oraz studia
podyplomowe z zakresu administracji na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w
Poznaniu.

Przez wiele lat pracował jako nauczyciel. W latach 1983-90 był członkiem NSZZ
"Solidarność", redagował i wydawał drugoobiegowe pismo oświaty niezależnej
"Pokolenie" oraz był współzałożycielem, redaktorem i wydawcą katolickiego
tygodnika "Aspekty". W latach 1990-1992 był kuratorem w Kuratorium Oświaty w
Gorzowie Wlkp. W 1992 roku został wiceministrem edukacji narodowej w rządzie
Hanny Suchockiej. Był posłem III kadencji i pełnił funkcję wiceprzewodniczącego
sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, a także wiceszefa Komisji
Nadzwyczajnej, przygotowującej zmiany prawne związane z reformą administracji.
W latach 1999-2000 był szefem gabinetu politycznego premiera Jerzego Buzka.

Był posłem na Sejm RP IV kadencji i jednocześnie szefem sejmowej komisji Skarbu
Państwa. Wcześniej był wiceprzewodniczącym Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży,
uczestniczył też w pracach Komisji Finansów Publicznych oraz kilku podkomisjach
sejmowych. W IV kadencji Sejmu był, m.in., autorem poprawki do ustawy
budżetowej w 2004 r., dzięki której przyznano 150 milionów złotych na budowę
warszawskiego metra. W 2003 roku Marcinkiewicz otrzymał tytuł Cyberpolityka
2003, nagrodę przyznawaną postaciom polskiej sceny politycznej szczególnie
zasłużonym w dziedzinie społeczeństwa informacyjnego. Kazimierz Marcinkiewicz
otrzymał także nagrodę Wiktora za 2005 r. w kategorii najpopularniejszego
polityka.

Jest autorem wielu publikacji na tematy gospodarcze, między innymi w tygodniku
"Wprost". Współzałożyciel Międzynarodowego Przeglądu Politycznego. Według
ośrodków badań, Kazimierz Marcinkiewicz jako szef rządu osiągnął najlepsze ze
wszystkich premierów wyniki zaufania opinii publicznej oraz najbardziej
pozytywne w ostatnich latach oceny kierowania pracami rządu.

Ma żonę, Marię, oraz czwórkę dzieci: Macieja (24 lata), Urszulę (23 lata),
Stanisława (20 lat) i Piotra (11 lat).
</cytat





Temat: OFERTY PRACY 18. 02. 08
Stanowisko: WIZYTATORA
w Wydziale Edukacji Specjalnej, Wychowania i Opieki
Liczba lub wymiar etatu: 1
Główne obowiązki:
Sprawowanie nadzoru pedagogicznego nad szkołami i placówkami oświatowymi specjalnymi, w szczególności poprzez:
badanie wybranych obszarów pracy szkół,
wspomaganie dyrektorów i nauczycieli w spełnianiu przez szkoły i placówki wymagań w zakresie jakości pracy,
zapewnianie dyrektorom nadzorowanych szkół i placówek bieżących informacji o aktualnych problemach oświatowych i obowiązujących przepisach prawnych,
współpraca z organami prowadzącymi szkoły w zakresie określonym przepisami prawa oświatowego.
Wykształcenie: wyższe z przygotowaniem pedagogicznym
Wymagania niezbędne:
stopień nauczyciela mianowanego lub dyplomowanego,
ukończone formy doskonalenia w zakresie administracji lub zarządzania albo co najmniej 2-letni staż pracy na stanowisku kierowniczym w szkole, zakładzie kształcenia nauczycieli, placówce doskonalenia nauczycieli lub co najmniej 2-letni staż pracy na stanowisku wymagającym kwalifikacji pedagogicznych w urzędzie organu sprawującego nadzór pedagogiczny nad szkołami i placówkami,
nauczyciele akademiccy posiadający co najmniej 6-letni staż pracy w szkole wyższej i ukończone formy doskonalenia w zakresie administracji lub zarządzania,
znajomość prawa oświatowego oraz problematyki nadzoru pedagogicznego.

Wymagania dodatkowe:
ukończone wyższe studia magisterskie z psychologii lub pedagogiki,
umiejętność korzystania z podstawowych urządzeń informatycznych,
znajomość problemów funkcjonowania i organizacji pracy szkoły,
znajomość funkcjonowania jednostek samorządu terytorialnego,
znajomość co najmniej jednego języka obcego
kultura osobista,
umiejętność pracy w zespole,
zdolność analitycznego myślenia,
umiejętność sprawnej organizacji pracy,
łatwość nawiązywania kontaktów i samodzielność,
dyspozycyjność,
umiejętność radzenia sobie ze stresem.
Wymagane dokumenty i oświadczenia potwierdzające spełnianie wymagań formalnych:
kopie dokumentów potwierdzających wykształcenie,
oświadczenia kandydata o korzystaniu z pełni praw publicznych i o niekaralności za przestępstwo popełnione umyślnie,
oświadczenie kandydata o niekaralności za przestępstwo skarbowe popełnione umyślnie,
oświadczenie kandydata o wyrażeniu zgody na przetwarzanie danych osobowych do celów rekrutacji,
życiorys i list motywacyjny,
kopia pierwszych trzech stron dowodu osobistego lub kopia nowego dowodu osobistego,
kwestionariusz osobowy,
kopie dokumentów poświadczających staż pracy, w tym staż pedagogiczny,
kopie dokumentów potwierdzających stopień awansu zawodowego nauczyciela mianowanego lub dyplomowanego.
Dokumenty należy składać lub przesyłać do:2008-02-29
pod adresem:
Kuratorium Oświaty
pok. 318, budynek B – Kancelaria)
ul. Kościuszki 93
61-716 Poznań
Inne informacje:
Inne informacje:
Osoby zakwalifikowane zostaną powiadomione telefonicznie o terminie rozmowy wstępnej.
Oferty odrzucone zostaną komisyjnie zniszczone.
Dodatkowe informacje: kadry KO, pok. 310, nr tel. (0-61) 854-15-59.



Temat: IV Dzień Solidarności Społecznej
Do organizacji IV DSS zgłosiły swój udział stowarzyszenia ADHD-owskie z Lublina, Katowic, Krakowa, Olsztyna, Poznania, Rzeszowa i Szczecina, w tym Niezwykłe Dzieci i PT ADHD. Wszystkim Wam serdecznie za to dziękuję!!!!

Idea DSS narodziła się w 2003 roku. Wówczas zorganizowaliśmy I DSS z ofiarami przemocy domowej. W 2004 roku DSS poświęciliśmy sierotom, w 2005 - adopcji a właściwie walce z ośmieszaniem tego pojęcia przez niektóre środowiska.

W tym roku DSS jest nieco rozbudowany. Poza tradycyjnymi już Balonikami Nadziei wypuszczanymi w niebo z listami od dzieci i ulotkami o organizatorach i idei DSS, Zielonymi Wstążkami przy odzieży, zielonymi wstążeczkami przy samochodach, organizacją zabaw, imprez dla dzieci, oraz szeroko rozumianemu nagłaśnianiu problemu (uloki, plakaty, media, ogłoszenia w kościołach) - w tym roku rozbudowujemy sferę wizualną DSS. Nasze ulotki chcielibyśmy rozdawać mieszkańcom miast za pośrednictwem Aniołów Nadziei (dzieci i młodzieży przebranych w zielone stroje i z dopiętymi zielonymi skrzydłami anielskimi). Można też tam, gdzie to możliwe po prostu zorganizaować Marsz Aniołów Nadziei. Organizatorzy po uzyskaniu zgody swojego urzędu miasta czy gminy w porozumieniu z miejscowymi dyrektorami szkół a może kuratorium oświaty zapraszają dzieci i młodzież szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich a nawet studentów pedagogiki czy psychologii do wspólnego marszu przez miasto czy miejscowość. Wszystkie dzieci i młodzież oraz wszyscy inni uczestnicy w miarę możliwości ubrani są na zielono a dzieci i młodzież i o ile to możliwe mają przypięte zielone papierowe skrzydła. Wszyscy niosą zielone Baloniki Nadziei, które w samo południe wypuszczamy w niebo. Poprzedzić to powinno zaprezentowanie problemu ADHD - jakieś półgodzinne, nie dłuższe omówienie ADHD, prezentacja lokalnej grupy wsparcia, miejscowego stowarzyszenia. Wypada zwrócić uwagę na kłopoty dzieci i młodzieży oraz dorosłych ADHDowców ale też wypada powiedzieć o pozytywnych stronach ADHD. Ma ten marsz być bardziej happenningiem niż ponurym pochodem "1-majowym". Z bębnami, trąbkami (Anioły często mają trąbli, flety itp) może orkiestrą dętą mamy zwracać na siebie uwagę.

W tym czasie albo wcześniej dziennikarze radiowi mówią o ADHD, puszczają nagrane rozmowy z pedagogami, członkami grup wsparcia, rodzicami dzieci z ADHD, psychologami czy lekarzami. Dziennikarze telewizyjni z lokalnych telewizji mają przypięte zielone Wstążki Nadziei. Anioły Nadziei mogą też rozdawać ulotki organizacji ADHDowskich z Waszej miejscowości przed kościołami, wszak to niedziela. Miło by było, gdyby księża zachęcili do wzięcia takich ulotek do domu i poczytania. Anioły to dobre duchy nie powinny więc budzić negatywnych emocji........

Osoby i organizacje zainteresowane zorganizowaniem czegokolwiek tego dnia u siebie w związku z IV DSS prosimy o kontakt ze mną: andrzej.moroz@adhd.org.pl lub telefonicznie: 0667-969-789.



Temat: Polak potrafi
Stroje wstydu za brak mundurków w szkole

Kiedyś były ośle ławki, teraz mają być "mundurki wstydu". To kara dla uczniów, którzy po 1 września przyjdą na lekcje bez obowiązkowego uniformu. Taki pomysł chce wcielić w życie dyrektorka podstawówki nr 23 w Lublinie.

Uczniowie wszystkich podstawówek i gimnazjów, zgodnie z zarządzeniem MEN, od września mają przychodzić do szkół w jednakowych strojach. Właśnie ruszył w nich wielki casting. Porównywane są oferty, ceny, wzory. Także w SP nr 23 w Lublinie. Tyle że tam nauczyciele wspólnie z samorządem uczniowskim, oprócz jednolitego mundurka, mają jeszcze wybrać dodatkowy fartuszek. To dla tych, którzy będą uchylać się od obowiązku przychodzenia na lekcje w obowiązkowym ubraniu.

"Musimy przecież w jakiś sposób dyscyplinować uczniów łamiących regulamin. Dyskutujemy o tym teraz, ponieważ należy odpowiednie zapisy wprowadzić do statutu szkoły" - tłumaczy Zofia Adamska, dyrektor SP nr 23.

Zofia Adamska uważa, że karą za brak stroju wcale nie musi być nagana, obniżona ocena z zachowania czy nawet wyrzucenie ze szkoły. Zamiast tego proponuje, aby niezdyscyplinowanego urwisa "notorycznie uchylającego się od mundurowego obowiązku" ubierać w kolorowy, rzucający się w oczy strój.

"Zawstydzający mundurek może być wystarczającą motywacją dla ucznia, by zmienił swoje nastawienie" - dodaje Adamska.

Co na to rodzice? "Ośmieszanie tych, którzy się nie dostosują, to zupełny absurd" - denerwuje się Magdalena Dębska, mama 11-letniego Kuby.

Marek Błaszczak, pełniący obowiązki lubelskiego kuratora oświaty, na temat kar za brak mundurka też nie ma wątpliwości: "Stosowanie kar naruszających godność osobistą jest nie do przyjęcia".

Podobnego zdania jest Włodzimierz Wysocki, wiceprezydent Lublina. Właśnie Urząd Miejski jest organem założycielskim lubelskich podstawówek i gimnazjów. "Jeśli jest obowiązek noszenia mundurków, jestem za tym, by go egzekwować. Ale wyłącznie na zasadach przewidzianych prawem. Nie zgadzam się na stosowanie żadnych innych pomysłów, zwłaszcza takich, które mają kogoś poniżyć czy ośmieszyć. Propozycja ubierania uczniów w zawstydzające stroje jest dla mnie szokująca" - mówi wiceprezydent.

Na inną kwestię zwraca uwagę dyrektor Gimnazjum nr 44 w Poznaniu Tomasz Stawiński. Jego zdaniem często to, że uczeń nie ma mundurka, nie jest jego winą. "A jeśli rodzice mu go nie kupili, bo zwyczajnie nie mają pieniędzy? Albo, co gorsza, nie interesują się swoimi dziećmi, tym co się dzieje w szkole?" - pyta dyrektor. - "Przecież my im nie możemy kazać wydać pieniędzy na zakup stroju. Tym bardziej więc nie możemy za to karać dzieci".

dziennik.pl

Normalnie zastanawiam się czy my nie żyjemy w XIX wieku



Temat: Stan wiedzy na temat powstania wielkopolskiego
Z dr. Zdzisławem Kościańskim, o stanie wiedzy na temat powstania wielkopolskiego, rozmawia Sławomir Kmiecik
Coraz bliżej do głównych obchodów 90. rocznicy powstania wielkopolskiego, nad którymi patronat ma także "Polska Głos Wielkopolski". Jaki przekaz z tych uroczystości powinien trafić do polskiego społeczeństwa?
Musimy dążyć do tego, aby powstanie wielkopolskie na trwałe zagościło w świadomości historycznej nie tylko mieszkańców naszego regionu, ale także pozostałych Polaków. Przez wiele lat rzeczywistą edukację zastępował mit, że było to jedyne zwycięskie powstanie w Polsce. Tymczasem sukcesem zakończył się także zryw zbrojny Wielkopolan z roku 1806 oraz III powstanie śląskie. Powtarzanie tezy o "pierwszym zwycięskim" powstaniu z lat 1918 - 1919 wzięło się z prawdopodobnie z poczucia mieszkańców Wielkopolski, że to wydarzenie bywa w kraju niedoceniane.

A nie jest tak w istocie?
To trafne spostrzeżenie, choć trzeba zaznaczyć, że nie mieliśmy w powstaniu wielkopolskim silnej grupy inteligencji, ani tym bardziej bardów i literatów, którzy - opiewając swoją twórczością ten czyn zbrojny - potrafiliby przebić się do szerokich rzesz społeczeństwa. Zupełnie inaczej było w przypadku Legionów, których legendę od początku tworzyli żołnierze z artystycznymi talentami.

Dlaczego takich ludzi zabrakło w powstaniu wielkopolskim?
To wynikało ze struktury społecznej w regionie. Na początku XX wieku w Poznaniu polską elitę inteligencką tworzyło zaledwie dwieście osób. Ogromny wpływ miała na to polityka germanizacyjna i fakt, że duże skupiska polskich twórców powstały w Berlinie czy Wrocławiu, bo tam można się było kształcić i pracować twórczo. Poznań tymczasem stanowił zagłębie zbożowe, był miastem handlu i biznesu, lecz niezbyt przyjaznym miejscem dla rozwoju literatury i sztuk pięknych.

Z punktu widzenia Warszawy powstanie wielkopolskie przedstawiane jest jako wydarzenie regionalne, choć miało duży wpływ na kształt zachodniej granicy RP.
Powiem nawet, że w sposób zasadniczy wpłynęło na przebieg tej granicy. Gdyby nie poświęcenie powstańców, takie miasta jak Rawicz, Leszno, Międzychód czy Zbąszyń nie weszłyby w skład odrodzonej, niepodległej Polski. Trzeba też pamiętać, że zaprawieni w walce powstańcy wielkopolscy, mający doświadczenie bojowe z I wojny światowej, w 1919 roku szli z pomocą do Lwowa i odegrali dużą rolę na froncie litewsko-białoruskim, a zatem przyczynili się także do ukształtowania granicy wschodniej II RP.

Mówi się, że powstanie wielkopolskie jest słabo pamiętane, bo nie było dość powszechne i krwawe...
Do 16 stycznia 1919 roku przez powstańcze oddziały przeszło około 30 tysięcy osób, a ofiar śmiertelnych było ponad dwa tysiące. To pokazuje skalę determinacji Wielkopolan.

W niektórych książkach historycznych informacja o tym czynie zbrojnym zajmuje tylko parę wersów.
W Wielkopolsce robimy wiele, aby młodzież wiedziała, jak ważne dla kraju i narodu było powstanie wielkopolskie. Mamy w regionie prawie sto szkół, które noszą imię powstańców wielkopolskich, ponadto wiele pomników, miejsc pamięci, nazw ulic. Także w województwie kujawsko--pomorskim kilkanaście szkół ma za patronów powstańców wielkopolskich, a dwie nawet w Warszawie. Na Dolnym i Górnym Śląsku, a także w Szczecinie są ulice, place i ronda upamiętniające bohaterów naszego zrywu zbrojnego. To w dużej mierze zasługa uczestników powstania, kombatantów, którzy tam w swoim czasie mieszkali.
Mamy też pretensje, że o powstaniu wielkopolskim źle się naucza w szkołach. W podręcznikach bywa ono wręcz marginalizowane.
Tu sporo jednak zależy od nauczycieli. W Wielkopolsce mamy wielu wspaniałych, którzy cyklicznie organizują rajdy, konkursy, inscenizacje, warsztaty, przeglądy pieśni powstańczej, co buduje świadomość historyczną uczniów. Niedawno z inicjatywy Kuratorium Oświaty w Poznaniu i Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918/1919 młodzież przeprowadziła uliczne wywiady na temat wiedzy mieszkańców o powstaniu. I co się okazało? Dorośli ludzie mieli kłopot z określeniem, komu jest poświęcona poznańska ulica Stanisława Taczaka. A uczniowie świetnie wiedzą, że chodzi o pierwszego głównodowodzącego powstaniem wielkopolskim.

Gdyby jednak nauczyciele poprzestali na wymogach programowych, młodzież niewiele wiedziałaby o powstaniu z lat 1918 - 1919.
Na szczęście Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w Poznaniu podejmuje działania mające na celu popularyzację tego tematu. W związku z 90. rocznicą zbrojnego wystąpienia Wielkopolan uruchomiony został szeroki program edukacyjny "Śladami Powstania Wielkopolskiego". W lutym tego roku na poznańskich Targach Edukacyjnych odbyła się jego inauguracja, a liczne imprezy i akcje potrwają do marca przyszłego roku. Honorowym patronem tego projektu jest wielkopolski kurator oświaty, pani Elżbieta Leszczyńska.

Do głównych obchodów 90. rocznicy powstania wielkopolskiego zostały trzy miesiące. Jak Pan ocenia stan wiedzy w tej sprawie?
Żaden powstaniec już nie żyje, ale tradycja i pamięć przetrwały. Są w tej mierze mankamenty, o których już mówiliśmy, ale jestem przekonany, że takie nowe przedsięwzięcia jak wspomniany projekt edukacyjny ODN w Poznaniu, poprawią wiedzę o powstaniu. Wielkie znaczenie mają także inicjatywy lokalne, samorządowe, medialne, dzięki którym powstanie wielkopolskie funkcjonuje w przestrzeni publicznej. Zachowało się wiele pamiątek i dokumentów, dwie placówki w Poznaniu - Muzeum Wojskowe oraz Muzeum Walk Niepodległościowych - dysponują bogatymi zbiorami, a wiele ciekawych eksponatów jest też w muzeach regionalnych i izbach szkolnych. To wszystko każe mieć nadzieję, że w roku 90. rocznicy pamięć o powstaniu wielkopolskim zostanie mocno ugruntowana.

Dr Zdzisław Kościański jest historykiem, pracuje jako starszy wizytator w Wielkopolskim Kuratorium Oświaty. Pełni funkcję przewodniczącego Komisji Historycznej Zarządu Głównego Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918 - 1919 w Poznaniu.

http://www.polskatimes.pl/gloswielkopolski/opinie/44780,mozemy-stworzyc-legende-powstania,id,t.html




Temat: Z polskich uczniów wyrosną pracoholicy
Uczeń podstawówki spędza w szkole średnio pięć godzin dziennie. Później ma szachy, angielski albo basen. A jeszcze później idzie do domu odrabiać lekcje, a jak skończy, kładzie się spać. Następnego dnia rano wstaje na ósmą do szkoły i znowu to samo. "Hodujemy pracoholików" - ostrzegają w psycholodzy.

Mirek Iwańczyk z Biłgoraja: 10 lat, czwarta klasa, w szkole spędza sześć godzin dziennie na lekcjach i kilka na zajęciach pozalekcyjnych. "Wszystkie są tak ciekawe, że nie chciałbym żadnych opuszczać - opowiada. "Chodzę na kółko informatyczne, plastyczne, na piłkę, tenis, basen, należę też do zuchów, no i jestem ministrantem".

Mirek do domu wraca o godz. 20. Jak mówi, nikt nie zmusza go do dodatkowych zajęć. "Dopóki chodzi na nie chętnie, nie grożą mu objawy dziecięcego przeciążenia. Kiedy jednak rodzice mają zbyt wygórowane wymagania, to taka presja, stres, brak oddechu może doprowadzić do załamania" - mówi DZIENNIKOWI dr Mirosława Huflejt-Łukasik, psycholog społeczna.

W szkołach przybywa przedmiotów. "Kiedyś nie było informatyki czy podstaw przedsiębiorczości" - mówi Jolanta Zabrodzka, dyrektorka zespołu szkół społecznych "STO" w Gdańsku. Uczeń podstawówki spędza na lekcjach średnio pięć godzin dziennie, gimnazjalista siedem. Kiedy dodać do tego liczne zajęcia pozalekcyjne i odrabianie lekcji, czasu zostaje tylko na sen. "Często zdarza się, że to dzieci nie mają czasu dla rodziców, bo to one pracują ciężej i dłużej" - mówi Mirosława Huflejt-Łukasik.

Zapracowane dziecko może nie podołać temu, co zrzucają na jego barki rodzice i szkoła. Psycholodzy ostrzegają: takie wychowanie zamiast doprowadzić pociechy na dobre uczelnie i wysokie stanowiska, może skończyć się pracoholizmem i zawałami serca. "Moja 9-letnia córka całe popołudnia spędza na odrabianiu lekcji" - skarży się DZIENNIKOWI Andrzej, ojciec dwójki dzieci. "Aż przykro patrzeć, jak próbuje sprostać wymaganiom".

Czy autorzy szkolnych programów zarzucili dzieci nadmiarem zajęć? "W porównaniu z tym, co było 10, 20 lat temu liczba godzin lekcyjnych drastycznie nie wzrosła" - zapewnia starsza wizytator Barbara Zatorska z Kuratorium Oświaty w Poznaniu. Zmieniły się za to wymagania. Podręcznik Mirka Iwańczyka do matematyki ma 312 stron, do tego ćwiczenia i zeszyty. Książka do języka polskiego - 292, a do historii - 185. Kiedy podliczyć tylko te najważniejsze, uzbiera się tysiąc stron do pamięciowego opanowania. "Ja nie miałam tak ciężko" - mówi Marianna, mama Mirka.

Jakie jest więc wyjście? Przecież rodzice w trosce o zdrowie psychiczne dziecka nie mogą zniechęcać go do nauki. "Trudno znaleźć dobre rozwiązanie" - mówi DZIENNIKOWI Jolanta Zabrodzka. "Szkoła musi przygotować dzieci do trudnych i obszernych egzaminów. Przecież na koniec gimnazjum zdaje się nawet osiem przedmiotów". Te egzaminy to prawdziwe kobyły. Rodzice oczekują, że szkoła przygotuje je do tego.

"Z jednej strony dzieci powinny poświęcać więcej czasu rodzinie i przyjaciołom, z drugiej ważne są języki, sport i nauka szykujące do przyszłych egzaminów" - przyznaje Mirosława Huflejt-Łukasik. Jedyne rozwiązanie to podchodzić do tego rozsądnie, z wyczuciem. "Trzeba obserwować dziecko i nie dokładać mu dodatkowych obowiązków, kiedy ma problemy z podstawowymi" - mówi Czesław Michalczyk, psycholog i psychoterapeuta. "Każde rozwija sie swoim tempem i to do tego trzeba dostosować nasze oczekiwania wobec niego".

***********
KATARZYNA SKRZYDŁOWSKA-KALUKIN: Czy dzieci są przeciążone nauką?
CZESŁAW MICHALCZYK: Tak. Fizycznie nie dają sobie rady z nadmiarem obowiązków. W szkole wciąż przybywa wiedzy, którą muszą sobie przyswoić, a nie przybywa przecież potencjału, którym dysponują ludzkie mózgi. Szkoła nie eliminuje z programów nauczania tego, co zbędne, a dokłada nowe rzeczy. Po co dzieci mają się uczyć szczegółowo o setkach wojen średniowiecznych? Ich podręczniki są dwa razy grubsze od tych, z których ja się uczyłem, bo doszły jeszcze przecież nowe wydarzenia. Szkoła przeciąża dzieci materiałem, rodzice dodatkowymi zajęciami, a potem trafiają do mnie na kozetkę.

Jak się zachowuje przeciążone dziecko?
Jest rozdrażnione, kapryśne, ma ble głowy, brzucha.

Czy to groźne dla zdrowia? Jak długo trwa terapia takiego dziecka?
Czasami wystarczy jedno spotkanie. I to z rodzicami, bo gdy chodzi o dzieci, to zajmujemy się rodzicami. Powinni zmodyfikować swoje oczekiwania. Uważnie obserwować, z jaką energią dziecko oddaje się kolejnemu zajęciu. Jeżeli robi to z ociąganiem, radzimy zrezygnować. Tłumaczymy, że dorośli też źle funkcjonują, kiedy za dużo na siebie wezmą. Ale dorośli mogą powiedzieć "nie". A dziecko nie odmawia rodzicom, tylko reaguje objawami nerwicowymi. Kiedy pozwolimy mu zwolnić, zrobi się radosne, objawy przeciążenia miną.

A jeśli nie zwolni? Jakie będą konsekwencje?
Zauważyłem, że im bardziej wykształceni pacjenci, tym większe mają braki osobowościowe. Z książek wiele można się nauczyć, ale na pewno nie kontaktów interpersonalnych i relacji z ludźmi. Człowiek, który tego nie umie, ma problemy ze znalezieniem partnera życiowego, a nawet pracy, bo nie radzi sobie na rozmowie kwalifikacyjnej, choć jest bardzo mądry i doskonale przygotowany do zawodu. Już tak jest, że dziecko musi się czasami pobawić z rówieśnikami, a student posiedzieć w pubie.

A jeśli tego nie robi?
Dziecko, któremu nie dostarcza się wciąż gotowych bodźców, samo ich szuka i wtedy znajduje przyjaciół. A jeśli nie umie sam sobie poradzić z uczuciem nudy, może też tego nie umieć w dorosłości. I w chwilach wolnych może na przykład zacząć pić, bo nie będzie umiało być same ze sobą. To oczywiście skrajna konsekwencja. Jednak jest to przykład na to, że paradoksalnie chcąc umożliwić dziecku jak najlepszy rozwój, możemy go zahamować.

Źródło: dziennik.pl



Temat: [Poznań] Dyrektor zmienił uczniom oceny na lepsze
Witam. Na stronie GW pojawiają się ostatnio ciekawe informacje na tamet liceum, do którego m.in. ja chodzę... przeczytajcie wszystko dokładnie.PIERWSZY ARTYKUŁ:

Dyrektor bez wiedzy nauczyciela zmienił uczniom oceny wystawione na koniec roku - poinformowali nas pracownicy jednego z poznańskich ogólniaków. - Dziecku trzeba dać szansę - mówi dyrektor.

Sprawa dotyczy Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 6 na os. Jana III Sobieskiego, do którego należy XIII LO i Gimnazjum nr 13. Nauczycielka matematyki w środę 9 czerwca (przed długim weekendem) wystawiła swoim uczniom oceny końcowe. W pięciu klasach (czterech klasach LO i jednej gimnazjum) postawiła w sumie kilkanaście jedynek. Uczniowie wiedzieli, że są zagrożeni - miesiąc wcześniej zostali o tym poinformowani także ich rodzice. W poniedziałek 14 czerwca matematyczka poszła na zwolnienie lekarskie, za kilka dni będzie rodzić dziecko.

Nauczycielka zaskoczona

Kilka dni później oburzeni nauczyciele zadzwonili do "Gazety" i powiedzieli, że dyrektor skreślił oceny wystawione przez matematyczkę i dopisał uczniom po kilka ocen cząstkowych. - Sprawdziłem, co uczniowie umieją. Nauczycielka zadzwoniła do mnie rano i powiedziała, że ma zwolnienie do 7 lipca - relacjonuje dyrektor szkoły Ryszard Urbaniak. - A uczniom obiecała, że jeszcze w poniedziałek będzie ich pytać - dodaje.

Nauczycielka matematyki Edyta Preuss jest kompletnie zaskoczona. - Wszystkim swoim uczniom wcześniej dałam szansę. Wielokrotnie ich pytałam i umówiłam się z nimi, że do środy 9 czerwca wystawię oceny - opowiada. - Za kilka dni mam termin porodu, dlatego nie chciałam z tym zwlekać do ostatniej chwili. A kiedy w poniedziałek rozmawiałam z dyrektorem, powiedziałam mu, że oceny już wystawiłam - tłumaczy.

Nauczycielka czuje się oszukana. - Wiem, co umieją moi uczniowie. Dyrektor podważył moje kompetencje i sam zmienił oceny. Dlaczego nie skonsultował się ze mną? - dziwi się matematyczka.

Dyrektor wspólnie z radą

- Jak mogłem się skonsultować, skoro nauczycielka nagle poszła na zwolnienie - broni się dyrektor, który też uczy matematyki. - Nie zmieniłem tych ocen sam, tylko razem z innymi nauczycielami. Dziecku trzeba dać szansę do ostatniej chwili - mówi dyrektor Urbaniak. Ostateczną decyzję co do wystawionych ocen podejmuje Rada Pedagogiczna - ta odbyła się w miniony piątek.

- Dyrektor powiedział nam, że pani Preuss "nie wystawiła ocen i sobie zachorowała" i dlatego on zmienił oceny - opowiada jeden z nauczycieli, który uczestniczył w radzie. - Wśród tych, którym zmieniono oceny, są też dzieci naszych nauczycieli i pewnie głównie o to chodziło - domyśla się.

Podczas głosowania spośród kilkudziesięciu nauczycieli tylko kilku nie zgodziło się na zmianę ocen. Dlaczego? - Każdy boi się o swoją pracę i nikt nie chce się dyrektorowi narazić - mówi nauczyciel.

Kurator chce zbadać

Jeśli uczeń ma na koniec roku jedną ocenę niedostateczną, może zdawać egzamin poprawkowy w sierpniu. Jeśli ma dwie jedynki - Rada Pedagogiczna w głosowaniu decyduje o tym, czy może przystąpić do egzaminu poprawkowego. - Uczniowie mieli jeszcze szansę poprawić ocenę, mogli się poduczyć w czasie wakacji - mówi Preuss.

Matematyczka poinformowała o tej sytuacji kuratorium. - Zajmiemy się tą sprawą - zapowiada wielkopolski kurator oświaty Apolinary Koszlajda.

- Czy dyrektor miał prawo sam zmienić oceny? - pytam kuratora.

- Zbadamy sprawę - mówi wymijająco.

...........................................................................................................................................................................................................................................................

DRUGI ARTYKUŁ:

Uczniowie XIII LO będą musieli zdawać w sierpniu egzamin poprawkowy z matematyki. Na razie nie dostaną świadectw na koniec roku

O sprawie pisaliśmy trzy dni temu. Nauczycielka matematyki w XIII LO i Gimnazjum nr 13 Edyta Preuss w środę 9 czerwca przed Bożym Ciałem wystawiła swoim uczniom oceny na koniec roku. Kilkunastu z nich otrzymało jedynki. Uczniowie wiedzieli, że są zagrożeni - miesiąc wcześniej dowiedzieli się o tym także ich rodzice. W tym tygodniu, pod nieobecność nauczycielki, która jest na zwolnieniu lekarskim (za kilka dni ma termin porodu) dyrektor podniósł oceny wystawione przez matematyczkę. Jak zapewnia, przepytał uczniów razem z innymi nauczycielami, bo chciał dać dzieciom szansę. Zmiany ocen nie skonsultował jednak z nauczycielką, która poinfirmowała o sprawie Wielkopolskiego Kuratora Oświaty. - Stwierdziłem, że dyrektor naruszył prawo oświatowe, gdyż możliwość klasyfikowania uczniów ma jedynie nauczyciel uczący w danej klasie tego przedmiotu - tłumaczy Wielkopolski Kurator Oświaty Apolinary Koszlajda. - Dlatego uczniowie nie otrzymają w piątek świadectw, a sprawę musi ponownie rozpatrzyć Rada Pedagogiczna - dodaje kurator.

Jeśli rada się zgodzi, uczniowie którzy dostali jedynki, będą mogli zdawać egzamin poprawkowy w sierpniu. Jeśli wypadnie pozytywnie, przejdą do następnej klasy, jeśli nie - muszą ją powtarzać.

Problem jest z uczniami III klasy gimnazjum, którzy też dostali jedynki z matematyki. - Oni nie mogą zdawać egzaminu poprawkowego, bo prawo oświatowe nie przewiduje takiej możliwości - tłumaczy kurator. - Dlatego zwróciliśmy się do nauczycielki, by zgodziła się na ponowne klasyfikowanie uczniów.

- Oczywiście, że się na to zgodzę, bo nie chcę zamykać uczniom furtki - zapewnia Edyta Preuss. Ponowna klasyfikacja oznacza, że uczniowie zostaną najprawdopodobniej jeszcze raz przepytani. - Pani wizytator z Kuratorium Oświaty powiedziała mi, że w komisji, która sprawdzi wiedzę uczniów będzie ktoś z kuratorium - mówi Edyta Preuss.

Dyrektor XIII LO Ryszard Urbaniak nie chce komentować całej sprawy. - Jest pan zaskoczony decyzją kuratora? - pytam. - Nie wiem czy kurator uchylił naszą uchwałę. Nie zostałem jeszcze o tym powiadomiony - mówi dyrektor.

...........................................................................................................................................................................................................................................................

Linki do tematow: (przeczytajcie komentarze)

http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,2147127.html
http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,2141913.html

...........................................................................................................................................................................................................................................................




Strona 2 z 3 • Wyszukano 62 rezultatów • 1, 2, 3
 
Copyright 2006 MySite. Designed by Web Page Templates